Czasem ostro mi odbija!

09:22:00


Czasem mi odbija. Pchana jakimś ekstatycznym powiewem chwilowo uznaję, że wszystko jest możliwe, a każdy mój pomysł, nawet pomimo swej oczywistej chujowości – genialny! Oto historia jednego takiego pomysłu.

Odżywiam się w miarę zdrowo od dawna: Fast-food jem tylko na ostrej gastro-fazie, piwo piję tylko ku zdrowotności, by przeciwdziałać odkładaniu piasku w nerkach. A jako, że mieszkam w mieście o twardej wodzie, przeciwdziałać muszę często. Dodatkowo unikam jak ognia syropu glukozowo-fruktozowego, który działa destrukcyjne na mózg i mógłby pogorszyć jakość moich "genialnych" pomysłów. W pewnym momencie uznałam jednak, że to za mało, że powinnam zrobić dla swojego zdrowia coś więcej i szturmem ruszyłam na Lidla.

Kiedy wyładowałam produkty na taśmę przy kasie, prawie pękłam z dumy, że były to same warzywa i owoce! Można rzec, że poczułam się samozwańczą lidlowską Anną Lewandowską!  Z wyższością zaczęłam przyglądać się kobiecie stojącej przede mną w kolejce. Bidula, miała tyle niezdrowego jedzenia, że mogłaby śmiało oddać połowę Jarosławowi Gowinowi, w ramach akcji “Dokarm biedującego polityka” i każde z nich byłoby tylko trochę za bardzo najedzone. Czekałam na chwilę, kiedy pani się obróci, dostrzeże moje zakupy i z podziwem oraz nieukrywaną zazdrością spojrzy mi w oczy. Czekałam. Czekałam. Tak, w końcu odwróciła się! Na mych ustach wypłynął litościwy uśmieszek w stylu papieskim. Jakaż szkoda, że nie miałam na palcu pierścienia, by mogła go ucałować w dowód oddania, bo zamiast tego rzekła beznamiętnym tonem:
- Podami mi pani reklamówkę?
- T… Tak, proszę – zdezorientowana podałam jej siatkę i nie doczekałam się podziwu, zachwytu ani padania do stóp. „Spoko, najwyraźniej nie żyje jeszcze świadomie” - uznałam.  No przecież! Powszechnie wiadomo, że jeśli ktoś nie podziela jedynego słusznego podejścia do jakiegokolwiek tematu, to jest „nieświadomy” oraz ciemny. Poczułam zew szerzenia jedynej i niezaprzeczalnej prawdy niczym Beata Tadla w Wiadomościach, ale babka wzięła rachunek i dała nogę ze sklepu. Trudno powiedzieć, czy pchała ją do wyjścia niechęć do poszerzania horyzontów, czy mój psychodeliczny wzrok, który musiała na sobie wyczuć, ale niewiele brakowało, a wyprzedziłaby samootwierające się drzwi. Ach trudno, nikogo na siłę zbawić się nie da. Zapłaciłam i pojechałam do Auchana na dalsze polowanie. W sensie, że na zakupy.

Halleluja! Tydzień zdrowej żywności – świat wyraźnie daje znak, że idę słuszną drogą. Już po chwili w koszyku wylądował rozdrobniony korzeń żeń-szenia. No przecież! Jest bardzo BARDZO zdrowy, działa na… no, poczytać muszę na co, ale jest bardzo zdrowy. Potem jeszcze szybciutko śmignęłam na dział kuchni świata, gdzie złapałam sos ostrygowy. Skład: sól, gluta-coś-tam-mono-coś-tam… a kurcze,  czasem można! Przecież, to nie może być aż tak niezdrowe, bo by tego nie sprzedawali, prawda? Poza tym witaminy z żeń-szenia zrównoważą to coś i wyjdę na zero. Co, na zero? Na plus wyjdę – kupię grejpfruta.

W domu rzuciłam się do robienia koktajlu. Grejpfrut, żeń-szeń i cała reszta trafiła do blendera, potem do szklanki, następnie do ust, a następnie do sedesu. Co za ohydztwo! Jakbym jadła drzewo z gorzkim grejpfrutem – korzeń żeń-szenia się nie zblendował, a jego resztki spomiędzy zębów wyciągałam jeszcze na długo potem, jak zjadłam pół opakowania kupnego tiramisu, żeby zabić smak koktajlu.

Czy komuś z Was też kiedyś odbiło? Napiszcie proszę w komentarzu - dajcie się pośmiać!

You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts

Polecany post

3 skuteczne sposoby na wypadanie włosów!

Nadeszła wiosna! Wiem, ciężko w to uwierzyć patrząc za okno i ubierając zimową kurtkę ale według kalendarza nadeszła już miesiąc temu. ...

Obserwuj mnie :)

Google+ Badge

Subskrybuj