Najlepszy ratunek dla bardzo suchej skóry!

11:10:00



Witam Was po dłuższej przerwie spowodowanej… moim pierwszym od czterech lat urlopem! :) Dawno nie pisałam, ale plus tego jest taki, że odkryłam cudowny kosmetyk, który ratuje bardzo suchą skórę. Obojętne, czy susz na skórze związany jest to z mrozem, ciążą, nadmierną opalenizną, fazą księżyca czy ruchem skrzydeł motyla w Chinach - ten cudowny kosmetyk Wam pomoże. Może zacznę od początku.

Wybrałam się otóż w wojaże dalekie, bo do Australii. Fakt ten jest o tyle istotny, że moją cerę - zmęczoną sezonem grzewczym i smogiem - czekało dużo atrakcji w związku z podróżą. Na początek, po wydostaniu się ze smogu zafundowałam jej 27 godzin lotu w klimatyzowanym samolocie, a następnie upał oraz psychopatyczne słońce, które mimo filtra SPF 50+ oraz nakrycia głowy uznało, że i tak ją zjara doszczętnie. Na koniec ponownie ok. 27 godzin w klimatyzowanym samolocie. Wróć! Zapomniałam jeszcze o wietrze podczas kilkugodzinnych rejsów po Oceanie. Przyznacie, że atrakcji co niemiara?

Jako, żem nie w ciemię bita, zaczęłam się do wyprawy przygotowywać odpowiednio wcześniej. Byłam tak zachwycona wizją wyjazdu, o którym marzyłam przez ponad pół życia, że listę kosmetyków miałam ułożoną w głowie na długi czas przed wyjęciem walizki z piwnicy. Pozostawała jednak kwestia: jak nie doprowadzić twarzy do stanu wkurwionej Sahary? I wtedy, z półki łazienkowej zerknęły na mnie ONE.

Algi. Pisałam jakiś czas temu o maskach z alg w tekście na temat SPA w domu i jakie to one nie sa super-hiper-duper i generalnie -er. Są… No i? Co, miałam wyskoczyć w samolocie w masce algowej przypominając bohatera horroru “Piątek 13-tego”? Nomen omen, lądowałam w Australii w piątek 13-tego, więc po czasie stwierdzam, że mogłam zaryzykować. ;) Trudno, innym razem. Ale wracając do wartkiej akcji rozgrywającej się w łazience: chwyciłam opakowanie z Alginatem, które kupiłam dawno i nie wiedziałam po jaką cholerę. Raz starałam się zrobić z owym cudem maskę algową uzyskując efekt powalający: zielone gluto-grudki. Na twarzy wyglądało to, jakby napadł na mnie potwór z “Pogromców duchów” cierpiący na odwodnienie. Wiecie o którym mówię? Ten pozostawiający po sobie zielone gluty... w moim wypadku te gluty były mniej wodniste, a bardziej przypominały zielone grudki, lecz rezultat był równie efektowny. Żałuję, że ostatnio skasowałam zdjęcie efektu - padły byście ze śmiechu. Dopiero przed wyjazdem okazało się, że po prostu nie poczekałam wystarczająco długo, by maseczka uzyskała milszą w użyciu konsystencję.

Czym jest owy alginat? Jest pochodną alg brunatnych. Bezzpachowym białym proszkiem, który po zmieszaniu z wodą zamienia ją w żel. Regeneruje, nawilża, chroni, ujędrnia i koi skórę. Ma witaminy, nie zatyka porów i jest bezpieczny nawet dla najdelikatniejszej skóry. Utrzymało moją cerę nawilżoną przez cały lot. Na miejscu, kiedy moją twarz i dekolt słońce spiekło na buraka, serum koiło podrażnienie, nawilżało i zregenerowało skórę. Skóra ani nie piekła, ani nie szczypała, a byłam TAK ZJARANA, że Australijczycy - przyzwyczajeni pewnie do takich widoków - pytali mnie, czy stosuje krem z filtrem i kiedy się tak spaliłam.

Owe serum zrobiłam najprostsze, jak to możliwe: woda + Alginat + kilka kropel gliceryny.
Oto czego użyłam:

Szklaną buteleczkę. Może być np. wymyta i wyparzona buteleczka po syropie - wiecie wtedy ile ma pojemności :)

Kubeczek z miarką dodawany do syropów
- również wymyty i przelany wrzątkiem.

Hydrolat różany / woda demineralizowana

Alginat

Gliceryna (dostępna w każdej aptece)


1.
Wlałam wodę (w temperaturze ok.30 stopni)  do buteleczki. Moja miałam pojemność 50ml, jeśli Wasza ma więcej, proponuję wlać tylko do połowy. Jeśli zrobicie kosmetyku 150 czy 200ml, może się zepsuć zanim zdążycie go zużyć, a ok. 50 czy 75ml będzie w sam raz na +/- 2 miesiące.

2.
Używając kubeczka po syropie odmierzyłam 2ml Alginatu. Na 75 ml płynu użyjcie 3ml, na 100ml - 4ml i tak dalej.

3.
Wsypałam Alginat do buteleczki, po dodaniu 10 kropli Gliceryny, zakręciłam opakowanie i wymieszałam mocno potrząsając. Potrząsałam, potrząsałam, potem zostawiłam w spokoju na noc.

4.
Ta dam! Koniec.

Nakładałam je na skórę umytą i przetartą tonikiem, pod krem. Po powrocie również go używam zarówno na dzień pod krem, jak i na noc pod olejek z orzechów laskowych. Ostatnio zaczęłam mieszać na dłoni trochę serum z olejkiem lub balsamem do ciała, bo skóra dała mi wyraźnie znać, że jest przesuszona i już po dwóch dniach zauważyłam dużą poprawę.

Wybuchła już teraz panika pt.: “Co? Ja tego sama nie zrobię! Nie wiem co, gdzie, ile? O nie!” ? ;) Spokojnie, nie da się tego schrzanić - jeśli dacie Alginatu za dużo będzie gęste i wystarczy dodać wody, jak za mało - będzie rzadkie i wystarczy dodać trochę Alginatu. Ot, cała filozofia :)

Te z Was, które mimo wszystko, chcą owe serum w wersji gotowej niech odezwą się do mnie mailowo lub przez FB. :) Zachęcam Was gorąco, bo jestem zakochana w owym serum i wiem, że i Wy się zakochacie.

Trzymajcie się w ciepełku!








You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts

Polecany post

3 skuteczne sposoby na wypadanie włosów!

Nadeszła wiosna! Wiem, ciężko w to uwierzyć patrząc za okno i ubierając zimową kurtkę ale według kalendarza nadeszła już miesiąc temu. ...

Obserwuj mnie :)

Google+ Badge

Subskrybuj