Pielęgnacja podczas okresu grzewczego cz.2

11:19:00

Od zeszłego tygodnia niestety nic się nie zmieniło: jesień trwa i rozkręca się na całego, a wraz z nią my odkręcamy coraz bardziej kaloryfery i dlatego, tak jak obiecałam w poniedziałek tydzień temu: tym razem zajmiemy się pielęgnacją ciała podczas okresu grzewczego.



Sahara na nogach
Wszystkie to znamy! W życiu nie spotkałam kobiety, która spojrzałaby na swoje łydki i zachwytem wykrzyknęła: “Ależ mam cudownie nawilżoną skórę na nogach! W ogóle się nie łuszczy i nie swędzi.” Nie ma co się oszukiwać, Sahara na nogach jest stanem powszechnie znanym, a w okresie grzewczym nasila się, co najwyraźniej wzbudza niepohamowaną zazdrość u innych części ciała, które idą w jej ślady.


Cztery lata temu, w środku jesieni, kiedy moja skóra mocno odczuła suche powietrze, wybrałam się na tydzień do Egiptu (wycieczka była zaplanowana od dawna i nie spowodowana suchą skórą ;) ). Pierwszego dnia po przyjeździe robiłam piorunujące wrażenie. Byłam blada jak najbledsza koleżanka córki młynarza, a moja skóra zrobiła się jeszcze bardziej szorstka i sucha niż wcześniej więc przypominałam liniejącego legwana-albinosa. Totalna załamka. W następnych dniach jednak stan skóry uległ zmianie - stała się nawilżona i gładka - mimo, że nie stosowałam kosmetyków nawilżających… Czy to ma sens? Ma.


W miarę szybko wpadłam na to, że skóra zawdzięczała swoją cudowną przemianę soli morskiej, nie wiedziałam jednak jak zatrzymać ten efekt po powrocie z wakacji. Kąpiele kilka razy w tygodniu raczej doprowadziłyby mnie do bankructwa, podobnie jak horrendalnie drogie kosmetyki z zawartością soli z morza martwego. Stojąc któregoś dnia w drogerii, zaskoczona faktem popularności peelingów na bazie zwykłego cukru, wpadłam na sprytny plan stworzenia peelingu z soli morskiej. Wiem, że bardzo popularne są peelingi z kawy domowej roboty, ale nie jestem ich fanką ponieważ odrobinę brudzą wannę, a kawa zatyka rury - jest ciężka przez co trudno ją spłukać i osadza się w odpływie oraz kolanku.


W czym peeling z soli morskiej miałby być lepszy od cukrowego? Sól z morza martwego ma wiele cennych pierwiastków i minerałów, to dzięki nim pomaga zwalczyć stres, wspomaga proces leczenia m.in. trądziku, łuszczycy, AZS, poprawia jędrność skóry, wspomaga metabolizm, poprawia krążenie, rozluźnia mięśnie. A cukier? Przy odpowiednim skomponowaniu składników może nawilżać skórę. Wow.


Kilogram soli z morza martwego kupiłam w TK Maxx za 19zł (ostatnio zauważyłam że np. firma Nacomi ma w swojej ofercie sól w cenie ok.26zł za 1,4kg), do tego zaopatrzyłam się w:
olej kokosowy
oliwkę Babedream (wersja różowa bez zapachu)
cytrynę - bo taki zapach chciałam uzyskać
szklany pojemniczek do przechowywania.


Cały proces robienia swojego peelingu jest banalny i już go wyjaśniam.
Do szklanego pojemniczka, w którym ma być peeling dajemy kilka łyżek oleju kokosowego (co to znaczy “kilka”? To znaczy tyle, by po rozpuszczeniu poziom oleju kokosowego sięgał ok. ⅓ wysokości naczynia), następnie wstawiamy go do gorącej wody, by się rozpuścił. Jasne, możecie rozpuścić olej w osobnym naczyniu, ale będzie więcej do zmywania, a podczas przelewania go, najpewniej się upaprzecie. Kiedy olej już się rozpuści, wyciągamy pojemniczek z kąpieli wodnej i wsypujemy sól z morza martwego. Całość trzeba wymieszać dokładnie, by sól połączyła się z olejem. Jeśli konsystencja wydaje się wam dość sucha i sypka, pamiętajcie, że olej jeszcze nie zastygł i ulegnie zmianie.

Teraz macie wybór: fanki lejących, rzadkich peelingów mogą (już po wymieszaniu z olejem kokosowym) dodać wedle uznania kilka łyżek oliwki Babydream i stworzyć taką konsystencję, jaką lubią najbardziej. Ja lubię gęsty peeling. Nakładam go na myjkę łyżeczką - podczas nabierania przybiera zbitą formę i idealnie nadaje się do mocnego masażu. Wybór należy tylko do Was. Ilość oliwki nie wpłynie na jakość produktu.

Na samym końcu dodajemy zapach np. odrobinę startej skórki cytrynowej (nie wolno dodawać soku z cytryny, ani niczego innego na bazie wody), cynamonu czy zapachu waniliowego do ciasta i wszystko mieszamy. Skończone!


Używam tego peelingu od prawie roku i zachwyca mnie nie tylko to, że sama go zrobiłam, pięknie pachnie czy że jest tani, a skuteczny, ale też to, że po jego użyciu nie stosuję balsamu. Wystarczy nałożyć go na myjkę, wymasować ciało, spłukać resztki soli i gotowe :) Ma też dodatkowy plus, że nie podrażnia powiększonych naczynek krwionośnych, bo w przeciwieństwie do cukru, drobinki soli morskiej nie mają ostrych krawędzi.


Nie jest łatwo naleźć na rynku peeling z solą z morza martwego w rozsądnej cenie i z dobrym składem, dlatego jeśli wolicie kupić gotowy produkt polecam mocno wczytać się w skład, a następnie kupić najzwyklejszą sól z morza martwego, olej kokosowy i oliwkę i dziarskim krokiem ruszyć w kierunku kuchni :) Dajcie znać jaką lubicie konsystencję i jak Wam poszło przygotowanie - jestem ciekawa.
Bawcie się dobrze i miłego peelingowania! A w następnym artykule: pielęgnacja dłoni i paznokci :)

You Might Also Like

2 komentarze

Popular Posts

Polecany post

3 skuteczne sposoby na wypadanie włosów!

Nadeszła wiosna! Wiem, ciężko w to uwierzyć patrząc za okno i ubierając zimową kurtkę ale według kalendarza nadeszła już miesiąc temu. ...

Obserwuj mnie :)

VideoBar

Ta treść nie jest jeszcze dostępna przez szyfrowane połączenia.

Google+ Badge

Subskrybuj