Domowe SPA - maseczki z alg

23:56:00

Maseczka z alg jest tym dla cery, czym dla ciała idealnie zbilansowany posiłek przygotowany przez profesjonalnego szefa kuchni - przyjemnością i dobrodziejstwem. Algi poprawiają krążenie, nawilżają, napinają, detoksykują, ujędrniają, odżywiają i pomagają innym składnikom aktywnym wniknąć głębiej - brzmi zachęcająco? Cieszę się, że tak, ale trzeba o nich wiedzieć coś jeszcze - bez zachowania należytych proporcji przy ich rozrabianiu, zamiast relaksu doznamy irytacji. Pędzę z wyjaśnieniem i instrukcją. Spokojnie, jest to łatwe!


Mało firm na rynku ma w ofercie ten typ maseczek. Nie wiem czy to przez konieczność ich rozrabiania w domu, co zniechęca potencjalne użytkowniczki, czy dlatego, że maseczka z alg ma się kojarzyć wyłącznie z gabinetami kosmetycznymi? Bez względu na to, która z tych wersji, a może obie, są prawdziwe, wielka szkoda że asortyment jest tak ubogi. W związku z tym faktem sprawdziłam tylko firmy: Bielenda Professional oraz Organique.


Firma Bielenda Professional, jak człon Professional wskazuje, jej przeznaczeniem są gabinety kosmetyczne, ale zanim się zlękniecie lub zniechęcicie myślą, że nie da się ich kupić na rynku detalicznym spieszę z wyjaśnieniem - da się! Używam ich od lat i zdradzę Wam, jak i gdzie je kupić - łatwizna! A jaki wybór mają w tej Bielendzie… Och! Ach! No mówię Wam - cieszy jak cellulit i trądzik u nowej dziewczyny byłego faceta.


Organique w swojej ofercie ma pięć rodzajów owych maseczek: Oliwkowa - dla cery przesuszonej, Przeciwtrądzikowa, z Papają do cery szarej i zmęczonej, Żurawinową - naczynkowej, z Dynią i Glukozą - odwodnionej i łuszczącej się.


Dzięki maskom z alg w swojej łazience mamy poczuć się jak w domowym SPA, nawet jeśli ma ona tylko dwa metry kwadratowe z racji czego korzystając z umywalki stoimy w wannie. Nie ważne, gdzie stoimy, ważne - jak mamy się poczuć! To do dzieła.


Ponieważ jestem “szczęśliwą” posiadaczką cery mieszanej i naczynkowej, wybrałam dwie maski z Organique: Żurawinową oraz z Papają. Producent zaleca, by całe opakowanie (!), czyli 30g, zmieszać z woda do uzyskania konsystencji gęste śmietany. Wybaczcie, ale nie po to wydałam na maseczkę ponad 20zł żeby zużyć ją na jeden raz! No i ile tej wody dodać? Chcę wiedzieć dokładnie, skoro maseczka kosztuje ile kosztuje, nie chcę ryzykować, że wyląduje w koszu na śmieci, a nie na mojej twarzy, z powodu nieodpowiedniej konsystencji.


Ile nie dodawać wody, dowiedziałam się podczas pierwszej próby. Szczęście w nieszczęściu, że wykorzystałam tylko pół opakowania, bo maseczka z powody zbyt płynnej konsystencji, znalazła się nie tylko mojej twarzy, ale w dużej mierze w umywalce, na podłodze na trasie łazienka-sypialnia-łazienka oraz piżamie. Przy tej samej okazji zgłębiłam wiedzę na temat jej smaku, ponieważ spłynęła mi do kącika ust - może wygląda jak lukier, ale tak nie smakuje.


Domowe SPA

Kosmetyk znajduje się w sporej wielkości saszetce, której górę odcinam, na całej długości opakowania tak, by łatwo było nabrać proszek łyżeczką. Wcześniej odcinałam tylko róg, ale ciężko było wysypać dokładnie taką ilość na jakiej mi zależało - najczęściej powstawała lawina, którą musiałam potem zbierać z blatu z powrotem do opakowania. Zupełnie niepotrzebnie, bo algi same w sobie mają tyle wartościowych składników, że nie ma sensu dodawać do nich kurzu z blatu, który wartościowy nie jest.


Do rozrabiania, używam miseczki oraz szpatułki ewentualnie łyżeczki. Łyżeczka, jest o tyle wygodna, że w razie powstania grudek, można nią je rozetrzeć o ścianki naczynia, a uwierzcie mi - nieroztarte grudki, po nałożeniu na twarz nadają jej masakryczny wygląd - jakby ktoś zwrócił malinowy koktajl na pryszczatą twarz nastolatka. Widok tylko dla ludzi o mocnych nerwach.


Mieszam maseczkę z letnią wodą w stosunku 1:2 (jedna porcja maseczki na dwie porcje wody), ale pamiętajcie - zawsze lepiej dodać za mało wody niż za dużo. Na jedną porcję zużywam ok. 2 łyżeczek, czyli ok.10-12 ml proszku i to w zupełności wystarcza na całą twarz. Jeśli chcecie idealnie odmierzyć zarówno maseczkę jak i wodę, polecam skorzystać z kubeczków miarowych, które dodawane są do syropów na gardło i pewnie każdy ma je w domowej apteczce zastanawiając się po jakiego grzyba je trzyma - teraz już wiecie po co. Gotową maseczkę trzeba od razu nałożyć na skórę, bo jeśli zastygnie, nie da się jej z powrotem upłynnić, a wtedy - adios!


Ze względu na konsystencję (gęsta śmietana) i swój ciężar trochę spływa z twarzy zanim zastygnie. Dlatego na linii żuchwy, nad brwiami i na czubku nosa nakładam ją oszczędnie bo i tak spłynie w te miejsca, a jeśli nałożę ją w od razu - z nosa i brody będą skapywać odrażająco wyglądające gluty, a jak powszechnie wiadomo: maseczka działa kiedy jest na twarzy, a nie na umywalce, podłodze czy piżamie. Kiedy w końcu zastygnie, po ok. 2 minutach, daje uczucie jakby skóra była otulona jedwabiem - lekko chłodzi ale bez niemiłego uczucia wilgoci czy zimna. To bardzo miłe, dlatego zdarza mi się trzymać ją dłużej niż zalecane 15-20 minut i mimo, że kiedyś zapatrzona na film zapomniałam o niej na przeszło godzinę, nie nabawiłam się podrażnień. Jak widać - możecie się zrelaksować bez natrętnego zerkania na zegarek.


Zdejmowanie maski jest banalnie proste dzięki temu, że zastyga w gumową maskę i wystarczy ściągnąć ją w jednym lub kilku kawałkach. Oporne resztki dotykam mokrym wacikiem i już po kilku sekundach schodzą same pod dotknięciem palca.


Mimo, że jest to maska peel-off, nie ma nic wspólnego z innymi tego typu - nie przylepia się do twarzy i jest bezpieczna dla cery naczynkowej, wrażliwej lub pokrytej ropnym trądzikiem. Ilekroć stosuję Żurawinową z Organique, lub  Bielendy w wersji arbuzowej lub z rutyną i witaminą C (niesamowicie chłodzi, jest idealna na upały) - jestem zachwycona efektem. Uspokojona, rozjaśniona i gładka skóra, a uwierzcie, że zdarzało mi się kłaść ją na twarz w kolorze buraka z powodu podrażnień - zawsze po jej zastosowaniu była ukojona i blada. Nie jestem natomiast zadowolona z wersji z papają, nie zauważyłam, żeby oczyszczała i nie planuję kolejnego zakupu.


Nie dziwota zatem że, mimo zawodu związanego z wersją papajową, będę stosować ten rodzaj masek dalej. Nie wiem tylko, czy firmy Oqranique, ponieważ nie są aż tak przyjazne cenowo. Raczej wrócę do Bielendy Professional, którą można kupić zarówno przez Internet jak i w profesjonalnych sklepach. Wiem wiem, w profesjonalnych sklepach nie chcą sprzedawać nie-profesjonalistom. Nic bardziej mylnego: trzeba tylko udawać, że się człowiek zna na rzeczy i wchodzić “na bezczela”, wiedząc czego się szuka! Robię to od lat z powodzeniem. Jeśli wchodzi się do sklepu z miną pierdoły, zostanie się jak pierdoła potraktowanym, a ja wchodzę z miną “wiem po co przyszłam i się spieszę” i nigdy nie spotkałam się z odmową. Co więcej, wchodząc do owego sklepu po raz kolejny potrafię nawet rzucić nonszalancko: “Ależ mnie tu dawno nie było”, a nawet: “Klientki są zaaachwycone tą nową maseczką”. Poważnie - lecę na żywioł. Poza tym jak się Wam nie uda, to idźcie do innego sklepu lub zamówcie przez Internet. Ta dam! Warto spróbować :)


Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze jak poszło Wam z nakładaniem i zastyganiem maseczek, a także która jest Wasza ulubiona. A jeśli macie jakieś pytania, służę pomocą :)


Ceny:
Organique 21,90zł/30g, w wersji z Dynią i Glukozą 24,90zł/30g
Bielenda od 38zł/190g (w plastikowym słoiku) lub od 35zł/190g za opakowanie uzupełniające.

You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts

Polecany post

3 skuteczne sposoby na wypadanie włosów!

Nadeszła wiosna! Wiem, ciężko w to uwierzyć patrząc za okno i ubierając zimową kurtkę ale według kalendarza nadeszła już miesiąc temu. ...

Obserwuj mnie :)

VideoBar

Ta treść nie jest jeszcze dostępna przez szyfrowane połączenia.

Google+ Badge

Subskrybuj